Wojna obronna z września 1939 roku w gminie Olsztyn

Strona główna » Aktualności » Wojna obronna z września 1939 roku w gminie Olsztyn

wielkość tekstu:A | A | A

Janusz Gąsiorowski - gen. bryg., dowódca 7DP -fot. portretowa. Narodowe Archiwum Cyfrowe, syg. 1-W110

W cyklu artykułów dotyczących historii gminy Olsztyn w setną rocznicę  odzyskania przez Polskę niepodległości oraz z okazji 79. rocznicy wybuchu II wojny światowej proponujemy zapoznanie się z następnym tekstem Marka Romańskiego, pod tytułem "Wojna obronna z września 1939 roku w gminie Olsztyn". Wszystkie teksty z tego cyklu są opublikowane również dodatkowo na naszej stronie internetowej w zakładce Dokumentacja dziejów.

Region częstochowski, obejmujący również swoim zasięgiem obszar gminy Olsztyn, został uznany przez Sztab Główny Polskich Sił Zbrojnych za ważny odcinek strategiczny. Do jego obrony na wypadek niemieckiej agresji wyznaczone zostały jednostki wchodzące w skład 7. Dywizji Piechoty, której dowódcą był gen. bryg. Janusz Gąsiorowski, a jego zwierzchnikiem dowódca Armii Kraków, gen. bryg. Antoni Szylling. Wcze-snym rankiem 1 września 1939 r. ruszyły do natarcia wojska 10. Armii gen. Waltera von Reichenau, które po wygraniu bitwy granicznej zaczęły posuwać się w głąb kraju.

Jak co roku 1 września, także w ten słoneczny piątek 1939 r. w Zrębicach odbywał się odpust parafialny. Matki od wieków przychodziły z dziećmi do tutejszego kościoła pw. św. Idziego, by otrzymać dla nich specjalne błogosławieństwo. Po to błogosławieństwo przyjeżdżały nawet z odległych miejscowości. W czasie mszy świętej nagle nad kościołem przeleciał niemiecki samolot zwiadowczy. Żołnierze, przede wszystkim rezerwiści, bardzo szybko nakazali przenieść uroczystość do tzw. „suśnia” (lasu) podkościelańskiego w obawie przed bombardowaniem. Jednak samolot szybko zawrócił nad Zrębicami i odleciał. Uroczystość dokończono spokojnie.

2 września setki ludzi uciekało przed najeźdźcą przez miejscowości gminy Olsztyn na wschód. Z Częstochowy do Kielc odjechali m.in. starosta Władysław Rozmarynowski, prezydent miasta Jan Szczodrowski i wiceprezydent Józef Dziuba.

Późniejszy burmistrz Częstochowy w latach 1939–1945, Stanisław Rybicki, który we wrześniu 1939 r. jako kapitan wojska polskiego dostał rozkaz stawienia się w Łodzi, tak opisał swoją podróż, podkreślając, że kto chciał dotrzeć z Częstochowy do Łodzi i Warszawy, musiał jechać przez Kielce:
Dowiedzieliśmy się, że 2 września do Łodzi komunikacja została przerwana, gdyż pod Radomskiem są czołgi niemieckie. Można jechać tylko przez Kielce – Skarżysko, ale pociągi do Kielc odchodzą nie z Częstochowy, lecz z odległej o 10 km stacji Olsztyn (dzisiaj Turów).
Idziemy więc do Olsztyna, na rower włożyliśmy jeszcze plecak podoficerski i prowadzimy go na zmianę. Dochodzi już południe, dzień upalny, drogą ciągną tłumy uchodźców, wozami, pieszo, objuczeni dobytkiem, który uwożą. Ma się wrażenie, że cała ludność miasta ucieka przed nadciągającą powodzią.
Trafiają się obrazki wprost tragikomiczne. Młoda kobieta w futrze pcha przed sobą wózek dziecinny wyładowany rzeczami, na wierzchu pierzyna, obok biegnie dwoje małych dzieci. Gdy nadlatują samoloty niemieckie, cały tłum pierzcha w pola, do lasu, by potem powoli ściągnąć na szosę.
W Olsztynie rozczarowanie – pociągu nie ma, odchodzi dopiero z następnej stacji Złoty Potok (dzisiaj Julianka). Trzeba iść dalej, część bagażu podrzucamy na jakąś furmankę i śmiertelnie znużeni późnym wieczorem dobijamy do osiedla Janów. Na środku osiedla pod krzyżem ułożono rzędem ciała poległych po niemieckim nalocie. Jakaś dziewczynka szarpie suknię leżącej kobiety, płacząc i wołając matki. Koszmarny widok.

W Olsztynie również zapanowało niemałe poruszenie. Rodziny, uciekając ze swoich domów, zabierały tylko najpotrzebniejsze rzeczy: pierzyny, koce, trochę ubrań i przede wszystkim jedzenie. Uciekali prawie wszyscy! Przerażeni płakali, spierali się dokąd iść, co zabrać, gorączkowo czegoś szukali, wiązali tobołki. Uciekinierzy wędrowali ul. Karlińskiego w kierunku lasu, uważając, że wojnę będzie można „przeczekać” w Sokolich Górach.

Swoją wędrówkę na wschód tak wspomina Andrzej Zawadzki – syn ówczesnego zastępcy sekretarza gminy Olsztyn: Zbliżał się 1 września 1939 r. Byliśmy jednymi z nielicznych (w Olsztynie) posiadaczy radia marki Telefunken, z którego coraz częściej wylewały się przepowiednie o wybuchu wojny. W piątą rocznicę moich urodzin, ojciec otrzymał wezwanie wcielające go do 2. pułku łączności. Psychoza wojenna narastała. Część ludności, która nie posiadała własnej ziemi ani nieruchomości, zgodnie chyba z tzw. „owczym pędem” postanowiła uciekać. Czasami nie wiadomo dokąd.
Właśnie dzięki tej ucieczce wraz z mamą i 16–to letnim Marianem Majem – synem sekretarza gminy Olsztyn, Bronisława Maja, zabranego pod opiekę na prośbę jego rodziców, znalazłem się w Lelowie u Państwa Szmidów.
Tu w Lelowie po raz pierwszy w życiu zetknąłem się oko w oko z tragedią wojenną ludzi, których wojna spotyka na swej drodze nie pytając o ich zgodę. Nie jest istotne, ilu ludzi znalazło się w jednej izbie, ile w tej izbie spało, ale jakże ważnym dla mnie do dnia dzisiejszego jest to, że w stosunku do siebie Ci biedni ludzie dzielili się z innymi czasem ostatnim bochenkiem chleba. A wyrazy współczucia i chęć bezinteresownej pomocy okazywali w niemal każdej sytuacji.
W Olsztynie w chwili wkroczenia Niemców nie padł ani jeden strzał. Natomiast w Lelowie walka trwała kilkanaście minut. Czołówka wkraczających wojsk niemieckich została ostrzelana przez żołnierzy polskich, a intensywna strzelanina trwała dość długo. Z palącego się domu, a właściwie z piwnicy tego domu, uciekliśmy w wąwóz rzeczki Białki i tam leżąc przytuleni do ziemi, przeczekaliśmy czas walki.
Następnie zostaliśmy wraz z częścią mieszkańców przeprowadzeni przez żołnierzy niemieckich pod kościół. Przed kościołem oddzielono kobiety i dzieci od mężczyzn. Kilkunastu mężczyzn odprowadzono pod mur ogrodzenia kościoła i tam przez „krzewicieli” niemieckiej kultury zostali rozstrzelani.
Nie znam i nie znałem rozstrzelanych, wiem jednak na pewno, że byli to mężczyźni w cywilnych ubraniach, nieuczestniczący w walce. Oddział żołnierzy polskich oddalił się w nieznane. Wracając z mamą do Olsztyna spotkałem równie przerażający widok. Na pobliskiej polanie w lasach Lelowa; rozbite w nieładzie wozy taboru wojskowego, zabite przy wozach konie oraz przywiązany do jednego z wozów wyjący pies – owczarek niemiecki, ale jako pies polski. Podchodząc do psa podałem mu kawałek chleba, nie podniósł – rozryczałem się jak dzieciak. Nie umiałem tego zrozumieć. Ale do dzisiaj kocham psy i traktuje je po przyjacielsku.
Wróciłem spokojnie z mamą do Olsztyna. Przy pierwszej okazji jaką miałem, w 1970 r. podczas mojej obecności w Lelowie, pochyliłem głowę i pomodliłem się nad pierwszymi niewinnymi ofiarami II wojny z okolic moich lat dziecięcych.
Chyba 4 może 5 września jesteśmy znów w naszym pięknym mieszkaniu w Rynku (w Olsztynie) na I–ym piętrze, a jakże z balkonem. Zimno jak cholera. Brak jakichkolwiek środków do życia. W domowej spiżarni pozostały puste słoiki i butelki po nieproszonej wizycie niemieckich żołdaków w czasie naszego pobytu w Lelowie. Znów pomoc obcych ludzi pozwala nam na przetrwanie najtrudniejszego okresu.
Ojciec mój wrócił „z wojny” 18 listopada 1939 r. Piszę z wojny w cudzysłowiu. Jak dziś pamiętam słowa ojca: „Karabin dostałem na kilkanaście dni przed oddaniem oddziału do sowieckiej niewoli. Karabin był bez amunicji, a ja nie miałem żadnej możliwości, zresztą i ochoty do uczestnictwa w walce.”
Uciekł z konwoju z okolic miejscowości Szepietówka, dzisiejsza Ukraina, ukrywając się przez 3 dni na pobliskim cmentarzu do czasu zdobycia cywilnych łachów. Większą część drogi powrotnej przeszedł pieszo. Z ojcem było nam lżej, został zatrudniony przez władze okupacyjne jako urzędnik gminny, często wykorzystywany jako tłumacz – znał nienajgorzej język niemiecki.

Podczas opisanej ucieczki przed wojskami niemieckimi wielu mieszkańców Olsztyna i Częstochowy poniosło śmierć. Na przykład w drugim dniu wojny Mieczysław Guzikowski, 13–letni chłopak z Olsztyna, zginął w czasie marszu do lasu w Olsztynie w pobliżu krzyża koło domu sióstr zakonnych. Nagle nadleciał samolot niemiecki i zrzucił bomby, a odłamek trafił go, powodując śmierć na miejscu. Został pochowany na cmentarzu w Zrębicach.

Na cmentarzu w Olsztynie można odszukać przy głównej alejce mogiłę z bardzo charakterystycznym pomnikiem. Pochowano w niej trójkę rodzeństwa Wilczyńskich – ofiary wrześniowej ucieczki przed Niemcami. Są to: 23–letnia Helena, 21–letni Bronisław i 10–letni Zdzisław, którzy zginęli 2 września pod Janowem w czasie ataku niemieckiego samolotu.

3 września zginął mieszkaniec Skrajnicy Piotr Kręciwilk (rolnik, kawaler, lat 28). Tego samego dnia o godz. 14, w Turowie zginął Piotr Biel (lat 28, robotnik, urodzony w Turowie zamieszkały w Częstochowie, pozostawiając żonę Petronelę). Ok. godz. 15 zginęli: w Bukownie Andrzej Czechowski (kawaler, lat 23, ekspedient z Częstochowy) a w Turowie Józefa Nabiałek (lat 25, zamieszkała w Częstochowie, zamężna, pozostawiła męża Stanisława). Także w Turowie zginął Jan Leo, lat 52, urzędnik z Częstochowy.

4 września, ok. godz. 10 rano, w Skowronowie zginął Jan Stępień (rolnik, lat 36 z Przymiłowic–Kotysowa) zastrzelony przez niemieckich żołnierzy. Pozostawił żonę Katarzynę. Również w Skowronowie zginął ok. godz. 15, Bronisław Tomza (kawaler, lat 25, rolnik z Przymiłowic).

Niepomyślnie rozwijające się działania obronne zmusiły 2 września gen. Gąsiorowskiego do wycofania 7. Dywizji Piechoty na rozkaz dowódcy Armii Kraków, gen. bryg. Antoniego Szyllinga m.in. przez Olsztyn i Ciecierzyn na Janów. Nocny marsz utrudniały wspomniane masy ludności cywilnej uchodzące przed Niemcami.

W nocy 2 września 7. Dywizja Piechoty odeszła za Wartę. Większość mostów na Warcie i Kucelince, zgodnie z planem, została zniszczona przez jednostki saperskie. Rozpoczyna się odwrót dywizji poprzez punkt zborny w leśniczówce Kręciwilk.

Zgodnie z rozkazem, wycofanie rozpoczęto w nocy z 2 na 3 września. Trzon opuszczających Częstochowę jednostek 7. Dywizji Piechoty stanowił 74. Górnośląski Pułk Piechoty, który szosą przez Olsztyn, Przymiłowice, Ciecierzyn podążał w rejon Janowa. Od północy ubezpieczał go, idący lasami 27. Pułk Piechoty, przy czym prawdopodobnie jeden z batalionów 27. pp. wysunięty został jeszcze bardziej na północ i poruszał się po linii Kusięta–Turów–Żuraw–Okrąglik, jako skrajne północne ubezpieczenie kolumny, a od południa 2. batalion 74. pp. Tylne ubezpieczenie stanowił 25. Pułk Piechoty, który zajął pozycje na skraju lasów położonych na wschód od Olsztyna, w okolicach Zrębic.

Wraz z ubezpieczeniem przebywał gen. Janusz Gąsiorowski, kiedy to 3 września ok. godz. 8. niespodziewanie przyjechał do niego konny łącznik z Krakowskiej Brygady Kawalerii z rozkazem od generała Zygmunta Piaseckiego. Płk Kazimierz Janicki, zastępca gen. Gąsiorowskiego napisał w swojej relacji, że rozkaz był niejasny, robił wrażenie, że dywizja została podporządkowana gen. Piaseckiemu i ma rozkaz dowództwa Armii Kraków by do godz. 6 ma dojść 30–40 kilometrów do okolic Lelowa, na zachód od Szczekocin, w przewidywaniu wspólnej akcji przeciw wysuwającej się ku wschodowi niemieckiej 27. dywizji lekkiej. Oczywiście, o ile chodziło o czas, to rozkaz był niewykonalny, jednak dowódca dywizji gen. Gąsiorowski udał się natychmiast na przewidziane stanowisko dowodzenia, do leśniczówki na wschód od Złotego Potoku i przystąpił do przygotowywania rozkazów wykonawczych dla oddziałów.

Zaledwie rozłożono mapy, gdy wszczęto alarm najpierw w taborach, ciągnących jeszcze szosą na Lelów, potem bliżej na polnej drodze do miasteczka. Usłyszano bliskie serie ckm-u i pojedyncze strzały z działek. Niemieckie czołgi niespodziewanie nacierały z kierunku południowego i południowo–wschodniego na tyły dywizji. Bezpośrednio narażone dowództwo dywizji przeniosło się naprędce do lasu na zachód od Złotego Potoku do odwodu, osłaniając się kompanią sztabową na wschodnim skraju lasu z frontem na wschód. Bardzo niekorzystne położenie 7. DP u zarania 3 dnia wojny zmusza do refleksji. Pod wieczór 3 września dywizja została otoczona i rozcięta na 3 grupy, niemające łączności wewnętrznej. W południe wysłano ostatnie gołębie (!) z meldunkiem do gen. Antoniego Szyllinga, dowódcy Armii Kraków.

W takich warunkach Polacy stawiali twardy opór uzbrojonemu po zęby Wehrmachtowi. Dobrze bił się piotrkowski 25. pp w lasach koło Olsztyna. Pułk znalazł się w okrążeniu od godzin popołudniowych w rejonie: Zrębice – Bukowno – Skowronów. Pułki wchodzące w skład dywizji, znalazły się pod ostrzałem niemieckim również: w Przymiłowicach (25. pp), w okolicach Julianki (27. pp) i w lasach janowskich (74. pp). 3 września w okolicach Olsztyna zginęli szeregowi 25 pp Stanisław Dąbek, Władysław Tomalski (lat 26, robotnik, urodzony w Olsztynie, który pozostawił żonę Apolonię) oraz Edward Torbus. Zostali oni pochowani na cmentarzu parafialnym w zbiorowej mogile.
W okolicach Małus, Turowa, Bukowna doszło do wymiany ognia między żołnierzami 7. Dywizji Piechoty (prawdopodobnie z 27. pp), a oddziałami niemieckimi. Zginął m.in. w Małusach Wielkich mieszkaniec Bukowna, żołnierz polski Marian Zębik (kawaler, lat 25). Spłonęło też kilka domów w Turowie.

Interesująca jest walka 74. pp w Dębowcu (miejscowość ta w czasie II wojny światowej należała do gminy Olsztyn). 3 września 2. batalion, po nocnym marszu, we wczesnych godzinach rannych wyszedł z kompleksu leśnego i wkroczył do wsi, nad którą zalegała gęsta mgła. Mieszkańcy, którzy pozostali w domach, karmili żołnierzy, informując ich jednocześnie, że w Choroniu są już Niemcy, jednak ci nie wierzyli (wysłane wcześniej patrole nie wróciły lub wrócić nie mogły).

Ok. godz. 6. straż przednia, w składzie 8 żołnierzy i poruszająca się tuż za nią reszta batalionu, podeszła pod wierzchołek wzgórza Zielona, zajętego od poprzedniego wieczora przez Niemców. Zaskoczenie było obustronne: polscy żołnierze nie spodziewali się nieprzyjaciela, a Niemcy nie zauważyli we mgle podchodzących wojsk polskich. Rozgorzała walka, która rozegrała się na okolicznych polach i we wiosce.

Przeciwnikiem naszych wojsk byli żołnierze z 2. Pomorskiej Dywizji Lekkiej. Dowódca batalionu, mjr Rybicki, wydał rozkaz uderzenia 6. kompanii por. Juliana Kozioła na wieś od czoła, a I plutonowi 5. kompanii ppor. Tęsiorowskiego, który zginął w trakcie natarcia, zaatakowania wsi z boku. Natarcie wsparł ogień 2. kompanii ckm-ów kpt. Grodzickiego oraz bateria 7 PAL.

Przewaga wroga była duża. Niemcy mieli dobre pole ostrzału, a Polacy musieli nacierać pod górę w nieosłoniętym terenie. Mimo to trzykrotnie podrywali się do ataku na bagnety. Ulegli, gdy nieprzyjaciel zaczął manewr oskrzydlający od południa, od strony Poraja oraz z tyłu, gdyż Niemcy podążali za oddziałami polskimi od strony Częstochowy i teraz wkroczyli między zabudowania wsi, w której także rozgorzała walka.

Żołnierzom polskim groziło okrążenie, brakowało również amunicji. W tej sytuacji mjr Rybicki nakazał przerwać walkę i wycofać się do lasu od strony Sokolich Gór i Biskupic (jedyny kierunek nieatakowany przez nieprzyjaciela). Żołnierze zwinęli stanowiska dział i ckm-ów, przerwali walkę, i plutonami odskoczyli w kierunku lasu, pod ciągłym ogniem nieprzyjaciela.

W dużym kompleksie leśnym trudno było zebrać wszystkich żołnierzy; koło dowódcy skupiły się niecałe dwie kompanie. Mjr Rybicki rozkazał rannych żołnierzy opatrzyć i pod opieką dwóch sanitariuszy wozami odesłać do pobliskich miejscowości. Potem, ubezpieczając się, skierował się lasami w kierunku Złotego Potoku, podobnie jak druga grupa żołnierzy skupiona wokół por. Śmiłowskiego i NN kapitana artylerii. Bitwa dobiegła końca, ale nie ucichły strzały we wsi. Na polu bitwy pozostało 39 zabitych polskich żołnierzy. Następnie w Dębowcu zabito polskiego żołnierza na posesji Teofila Hartwicha, natomiast na posesji Ignacego Hartwicha zginął żołnierz Stefan Wroński pochodzący z Zawiercia.

Podpalający wieś Niemcy zostali zabici przez wycofujących się Polaków. Władysław Czapla, służący u gospodarza Józefa Szecówki, został zabrany przez Niemców z obejścia i prowadzony w kierunku poległych Polaków. W pewnym momencie sięgnął do kieszeni po papierosy, a Niemcy myśląc, że sięga po broń, zastrzelili go na miejscu.

Ciekawie wyglądały wydarzenia 3 września 1939 r. w Zrębicach. Rano bardzo długo utrzymywała się mgła. Od wczesnych godzin słyszano odgłosy strzelaniny z okolic Dębowca. Następnie od strony Zrębic–Grabia przyszedł do miejscowości około 50–osobowy oddział żołnierzy polskich. Chwilę później przyjechał motocykl z dwoma żołnierzami polskimi lub przebranymi za Polaków (bo i takie wypadki się zdarzały). Następnie ok. godz. 10, od strony Biskupic, na koniach pojawiło się dwóch zwiadowców niemieckich, którzy jednak szybko zawrócili. Kilkadziesiąt minut później do Zrębic wjechał niemiecki patrol złożony z 4 zwiadowców na koniach.

Ciekawe było ich zachowanie: kiedy upadła jednemu z żołnierzy lornetka ten nie zszedł z konia, by ją podnieść. Jeden z żołnierzy niemieckich rozmawiał z mieszkańcami w języku polskim, by się nie bali. Po upływie kilku minut żołnierze przeszli w pobliże stawu, by napoić konie i wówczas, z podwórka gospodarstwa należącego do Sylwestra Łyszczarza padały celne strzały żołnierza polskiego. Na miejscu zginęło dwóch Niemców, a trzeci strzał zabił konia. Dwaj pozostali przy życiu uciekli. Chwile potem w Zrębicach pojawiły się tabuny wojska niemieckiego. Rozpoczęła się strzelanina trwająca od godz. 11 do 13.

W wyniku działań wojennych i zemsty Niemców, znaczna część Zrębic stanęła w płomieniach. W Zrębicach–Grabiu spłonęły domy: Wawrzyńca Pali, Tomasza Martałka, Tomasza Prysaka, Władysława, Potempskiego, Bolesława Kozła, Piotra Ginała, Jana Celebana, Józefa Szecówki, gospodarza Sobierajskiego, Wawrzyńca Dybińskiego oraz Piotra Grzesiaka. W tym samym czasie spłonęły domy gospodarzy od stawu do drogi na tzw. Wolnicę, od zabudowań Jana Stępnia do Henryka Zębika, w tym m.in. zabudowania należące do rodzin Stępniów: Antoniego i Józefa, Andrzeja Tomzika, rodzin Zębików, Palów, Adamowskich, Włodzimierza Cyby, Tomasza Pietrzaka, Tomasza Martałka. Spłonęły także domy gospodarzy o nazwiskach: Pabiasz, Zięba, Romański. W Zrębicach–Podkościelu zostały spalone domy Sylwestra Łyszczarza, Michała Zalasa, Wojciecha Kutra, Tomasza Kasinskiego, Piotra Stępnia, Jana Pędzika, Adama i Błażeja Pędzików, Bartosza Tomzika, gospodarzy o nazwiskach Mila i kolejnej rodziny Łyszczarzy. Koło cmentarza spłonął dom Sylwestra Nabiałka. Na koloni zwanej wtedy Ściegna domy stracili: Władysław Ścigała, Katarzyna Zębik, Jan Kamion, Mateusz Pluta, Władysław Duda, Piotr Koral. Dwa domy spalono na Wolnicy. W Krasawie od kuli armatniej spłonął dom rolnika Cabały.
Żołnierze, którzy zginęli w bitwie okolicach Zrębic, zostali pochowani na cmentarzu parafialnym. Zajął się tym sołtys, Tomasz Jeleń. W pracy przy pochówku uczestniczyli też mieszkańcy wioski – gospodarze: Kuter i Koral. Na cmentarzu spoczywa 14 Polaków, żołnierzy niemieckich – 12. Polacy zostali pochowani natychmiast, Niemców pochowano później. Żołnierze polscy spoczywają tu anonimowo, jednak ich nazwiska widnieją na zbiorowej tablicy w Choroniu. Ewenementem jest, iż z reguły polegli w czasie ataku na Polskę, Niemcy byli wywożeni do III Rzeszy jako bohaterscy synowie. Ze Zrębic jednak ich szczątek nie wywieziono.

W czasie walk w Zrębicach zginęli m.in. 3 września: 53–letni Tomasz Martałek oraz Adam i Błażej Pędzik (Błażej był wdowcem, lat 60), Jan Pędzik (lat 82, wdowiec) a także 75–letni Jan Łyszczarz (rolnik, żonaty, pozostawił żonę Zofię) i 45–letni Franciszek Kimla (robotnik, urodzony w Zrębicach, zam. w Częstochowie, żonaty, pozostawił żonę Reginę), który na nagrobnym zdjęciu jest w mundurze legionisty. Na tzw. Zalaszczu zginął rolnik Józef Biel (lat 32, ur. w Turowie, zam. w Zrębicach, żonaty, pozostawił żonę Mariannę), a na Grabiu – Józef Ujma (lat 33). Tego samego dnia zginęli, także w Zrębicach Roman Czajkowski (lat 36, rolnik ze Skrajnicy, żonaty,  pozostawił żonę Bronisławę), Izydor Jamrozik (kawaler, lat 28, rolnik ze Skrajnicy), Józef Piotrowski (lat 28, ur. w Jastrzębiu, gmina Poraj, żonaty, pozostawił żonę Kazimierę) oraz Józef Chwist (kawaler, lat 20, ur. w Osinach, gmina Poczesna). W Krasawie ok. godz. 7 wieczorem zginął Stanisław Niewiadomski (kawaler, lat 19).

4 września w wyniku działań wojennych zginęli również w Zrębicach: Józef Otrębski. (rolnik lat 49, żonaty, pozostawił żonę Agnieszkę), Ludwik Duda (robotnik, lat 31, ur. w Biskupicach, zam. w Częstochowie, żonaty,  pozostawił  żonę Michalinę).

Warto wiedzieć, iż w Zrębicach istniał w czasie działań wojennych 1939 r. niemiecki szpital wojskowy.

Po walce w lasach koło Olsztyna, ok. godz. 12:30. przyszła kolej na 27. pp w lesie pod Janowem, skąd jego resztki musiały odejść leśnymi duktami. Generał Gąsiorowski przebywał w tym czasie przy odwodowym 74. pp. Trwał ostrzał artylerii wroga, bombardowało jego lotnictwo. Po południu generał nakazał przebijanie się w kierunku Pradła–Szczekociny. Ruszyło – przy wsparciu własnej artylerii – natarcie 74. pp. Zniszczono czołgi i samoloty niemieckie. Zyskano 2–3 km terenu.
O godz. 16. polskie natarcie załamało się w silnym ogniu nieprzyjaciela. Trzy godziny potem pociski artyleryjskie wybuchły w miejscu postoju dowództwa 7 DP. Około godz. 20. generał nakazał „ciche” przebijanie się resztek dywizji na wschód – przez Janów, w kierunku lasów w rejonie Koniecpola i dalej ku Pilicy, a raczej za zbawczą – jak się wtedy wydawało – rzekę.

W nocy z 3 na 4 września grupy Polaków czyniły – czasem udane – próby wyjścia z kotła. Nad ranem resztki dowództwa dywizji znajdowały się na zachód od Złotego Potoku, przy szosie do Żarek. Tu odkryli ich Niemcy. Wtedy generał wydał ostatnia decyzję: Przebijać się pojedynczo na wschód.

On i kilku towarzyszących mu oficerów uskoczyło do lasu. Poszli w kierunku zachodnim, bo innej możliwości nie było. Wokół wybuchały pociski. Niemcy ostrożnie wchodzili do lasu. Zapewne 4 września, tuż po południu, grupka dowódcy 7. DP została zaskoczona przez patrol przeciwnika.

Gdy Janusz Gąsiorowski dostał się do niewoli w okolicy gajówki Bogdaniec, w lasach na południowy wschód od Krasawy, miał 50 lat. Był pierwszym polskim generałem, który został jeńcem niemieckim. Nieco wcześniej wpadł w ręce wroga jego zastępca, płk Kazimierz Janicki.

Niemcy wyłapywali ukrywających się żołnierzy polskich. Tak dopełnił się los 7. DP i jej dowódcy. Jego tragedią była nie tylko zagłada związku taktycznego, ale i podejrzenie ze strony polskiego Naczelnego Wodza utraty niemal na początku wojny szyfrów, jakie miały wpaść w ręce wroga w rejonie Częstochowy.

Podejrzenia pod adresem gen. Gąsiorowskiego w tej sprawie potęgowały jeszcze fantastyczne plotki, jakie docierały do Rumunii, gdzie 27 października 1939 r. płk dypl. Z. Wenda zapisał: Niemcy chcą na okupacji tworzyć rząd polski, namawiają do tego (m.in.), Gąsiorowskiego. W oflagu IV C Colditz koło Drezna gdzie m.in. w czasie wojny przebywał dowódca 7DP, w czasie tzw. „wieczoru humoru” żołnierze poświęcili mu kąśliwy wierszyk pióra Mariana Brandysa: Drogi generale, jesteś chłop morowy, ale ksiądz Kordecki dłużej bronił Częstochowy.

Tuż po zakończeniu działań wojennych w Zrębicach żołnierze Wehrmachtu zamordowali 25 osób, mieszkańców wsi Nierada i Hutki wracających z wojennej wędrówki. Wśród zamordowanych były kobiety oraz dzieci, w tym m. in.:

Jan Kamiński, ur. 1908, zam. Hutki,
Maria Kuśmierska, ur. 1907, zam. Nierada,
Marian Kuśmierski, ur. 1933, zam. Nierada,
Krystyna Kuśmierska, ur. 1932, zam. Nierada,
Helena Miękina, ur.1911, zam. Nierada,
Marianna Muś, ur. 1899, zam. Nierada,
Alfreda Muś, ur. 1935, zam. Nierada,
Zygmunt Muś, ur. 1928, zam. Nierada,
Bronisław Muś, ur. 1930, zam. Nierada,
Aleksander Paliga, ur. 1875, zam. Hutki,
Jan Pijet, ur. 1870, zam. Nierada,
Stanisław Szwengiel, ur. 1904, zam. Hutki,
Mieczysław Żebrowski, ur. 1922 zam., Hutki,
Zygmunt Zióra, ur. 1914, zam. Hutki,
Władysław Zych, ur. 1905, zam. Nierada.

W wojnie obronnej 1939 r. wielu mieszkańców gminy Olsztyn walczyło poza miejscem swojego zamieszkania. Byli to m.in. Szymon Bolkowski, Jan Kuliński, Zygmunt Kuliński, Józef Orlikowski, Edward Otrębski, Bronisław Duchowicz, Jan Jabłoński, Ignacy Jura, Józef Michalik, Piotr Miszczyk, Stanisław Maciągowski, Marian Nabiałek, Władysław Pala, Franciszek Sikora, Franciszek Ślęzak, Bronisław Szecówka, Jan Zębik, Marcin Maszczyk, Stefan Michalik, Antoni Tomza i Władysław Kot, Bronisław Szewczyk.

Na koniec polecam zdjęcia żołnierzy niemieckich z rynku w Olsztynie we wrześniu 1939 roku ze strony internetowej: https://fotopolska.eu/zdjecia/m419,Olsztyn.html?zakres=5&zdjeciaOd=1939&zdjeciaDo=1945

Bibliografia i wyjaśnienia:

- Dowództwo 7. DP i poszczególne jednostki stacjonowały w garnizonach:
Dowództwo 7. DP w Częstochowie,
Komenda Rejonu Przysposobienia Wojskowego Konnego w Częstochowie,
25. Pułk Piechoty w Piotrkowie Trybunalskim,
27. Pułk Piechoty w Częstochowie,
74. Górnośląski Pułk Piechoty w Lublińcu,
7. Pułk Artylerii Lekkiej w Częstochowie,
Ośrodek Sapersko–Pionierski 7. DP w Częstochowie,
Kadra Batalionu Zapasowego 74. Pułku Piechoty w Piotrkowie Trybunalskim,
Kompania łączności 7. DP w Częstochowie.
- Bitwa pod Dębowcem (wg opracowania historycznego Zbigniewa Królaka), opr. Wiesław Popielak, na: www.gokporaj.pl
- Informacja od Stanisława Guzikowskiego, zamieszkałego w Olsztynie, Rękopis w posiadaniu autora.
- Informacja – Stefan Stochel, zam. Przymiłowice, ul. Sokola 79.
- Informacja – Stanisława Nabiałek, zam. Przymiłowice, ul. Zamkowa 93.
- Informacja –  Gabriela Klimek, zam. Kusięta.
- Instytut Pamięci Narodowej. Pismo Prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach, Michała Skwary, do Urzędu Gminy w Olsztynie z dnia 06.08.2013 r. W piśmie tym wymieniani są również: Lucjan Kuśmierski i Teresa Kuśmierska, Antoni Stolarczyk, Józef Huras, Ewa Huras, Krystyna Huras, Tadeusz Nowak oraz mężczyzna o nazwisku Mastalerz.  Część tych osób to prawdopodobnie mieszkańcy Zrębic, którzy zginęli w wyniku działań wojennych 1939 r. Również w Częstochowie hitlerowcy zamordowali 4 września 1939 r. w tak zwany „Krwawy poniedziałek” ponad 600 osób. Pisze o tym B. Kurkowski, Z krwawych dni Częstochowy. Wspomnienia o zbrodni Wehrmachtu z 4 września 1939, Częstochowa 2009, s.19-118.   
- Kawaleria dywizyjna 7 dp, na: www.ziemiaczestochowska.fora.pl
- Kozłowski W., Generalski Konterfekt. Biografia zbiorowa dowódców częstochowskiej 7 Dywizji Piechoty 1921–1939, Łódź 2007, s. 482.
- Ofiary II wojny światowej, Śląski Urząd Wojewódzki w Katowicach, www.katowice.uw.gov.pl ;                 
- Ogrodnik N., Powrót do przeszłości, na: www.stacjaczestochowa.info 
- Pietrzykowski J., Hitlerowcy w powiecie częstochowskim, Częstochowa 1972, s. 179 – 180.
- Przemsza – Zieliński J., Księga wrześniowej chwały pułków śląskich, t. II, Katowice – Sosnowiec 1993, s.202.
- Relacja mieszkańca Zrębic, Zdzisława Potempskiego, zam. Zrębice, ul. Orlich Gniazd 17.
- Rybicki S., Pod znakiem lwa i kruka, Warszawa 1965, s.24
- Sikorska A., Wspomnienia z wojny, „Grodziszcze Olsztyński Kwartalnik Informacyjny”, I-III/2002, nr 1 (14), s.14. (Autorka rozmawiała z babcią, Łucją Sitak.)
- Siwiński A., Przydrożne i cmentarne ślady września 1939 roku na ziemi częstochowskiej, Częstochowa 2009, s. 83.
- Szymański S., 27 pułk piechoty w kampanii wrześniowej pod Częstochową, [w:] Ziemia Częstochowska, t. XXV, Częstochowa 1998, s.65; L. Mastalski, 7 Dywizja Piechoty w latach 1918–1939, Częstochowa 2012, s. 392–393.
- Unikat aktów śmierci Parafii Rz. – Kat. Olsztyn od 1938 r. do 1950 r. włącznie. Akty śmierci od nr 36 do nr 46 (1939 r.).
- Unikat aktów śmierci Parafii Rz. – Kat. Olsztyn od 1938 r. do 1950 r. włącznie. Akty śmierci w parafii Zrebice od 1937-1947 r.
- Wywiad ze Zdzisławą Romańską, zamieszkałą w Przymiłowicach, ul. Zamkowa 65.
- Zawadzki A., Ocalić od zapomnienia, na: www.tpk–koniecpol.strefa.pl

Opracowanie: Marek Romański

 

Janusz Gąsiorowski - gen. bryg., dowódca 7DP -fot. portretowa. Narodowe Archiwum Cyfrowe, syg. 1-W110Grób zbiorowy wojenny rodziny Wilczyńskich: 23. letnia Helena, 21. letnia Bronisława i 10. letni Zdzisław. Mieszkańcy Olsztyna, zginęli w Janowie 02.09.1939 r. Fot. Marek RomańskiGrób zbiorowy, wojenny Stanisława Dąbka, Władysława Tomalskiego i Edwarda Torbusa - żołnierzy 7. DP poległych 3.09.1939 r. -pom. nagr. Olsztyn, cmentarz parafialny. Fot. Marek RomańskiMogiła zbiorowa wojenna 14 żołnierzy polskich poległych 3.09.1939 r. w Zrębicach. Zrębice - cmentarz parafialny. Fot. Marek RomańskiMogiła zbiorowa wojenna 12 żołnierzy niemieckich poległych 3.09.1939 r. w Zrębicach. Zrębice - cmentarz parafialny. Fot. Marek Romański

czytano: 2123 razy

źródło: olsztyn-jurajski.pl

Strona główna

Ilość filmów: 14
dalej
Wyszukiwarka
na stronie   w aktualnościach
link
Ciekawostki

Parafia w Zrębicach istniała już w 1334 roku w spisach świętopietrza wymieniana jako Sdrzambicze (miejsce wytrzewione z krzaków i lasów). Według ...dalej

Ogloszenia
  • link link link link link link link link link link
  • link
Urząd Gminy Olsztyn (C) 2018